Skip to content
Pracownia literacko-artystyczna "Herbatka u Heleny"
Menu
  • Strona główna
  • O nas
  • Sklep
  • Herbatka po północy
Menu

Recenzja – Kung Fu Panda 2

Posted on 2020-08-052023-07-10 by Helena Chaos

Kung Fu Panda

Filmy animowane czy bajki?

Oglądam bardzo dużo filmów animowanych i kreskówek, czyli, jak by powiedziała większość dorosłych – bajek. Nie dlatego, że muszę. Naprawdę lubię, a może nawet preferuję. To już nie te czasy, kiedy animacje tworzone były tylko z myślą o dzieciach. Obecnie pracują nad nimi najlepsi scenarzyści, najlepsi aktorzy, najlepsi kompozytorzy. Historie często zwalają z nóg i – co najważniejsze – dają możliwości, jakich nigdy nie da tradycyjne kino aktorskie, nawet naszpikowane masą efektów specjalnych.

Seria “Kung Fu Panda” to zdecydowanie najwyższa półka. Kolejna udana produkcja studia DreamWorks, z gwiazdorską obsadą w oryginale oraz absolutnie cudowną muzyka Johna Powela i Hansa Zimmera. Ale nie byłam jej fanem od samego początku.

Kung Fu Panda

Oto Po

Na początek małe przypomnienie. Tytułowy Kung Fu Panda ma na imię Po. Jest niezdarnym i “puszystym” synem właściciela knajpki, zakochanym w kung fu. I nie jest w tym nic dziwnego, bo rzecz dzieje się w alternatywnych Chinach, w bliżej nieokreślonych dawnych czasach, a mistrzowie kung fu są tu odpowiednikiem gwiazd rocka.

Główny bohater, przez – zdawałoby się – przypadek, zostaje mianowany Smoczym Wojownikiem, dawno wyczekiwaną legendą. I tyle w temacie fabuły, bo, choć w to nie wierzę, być może ktoś jeszcze filmu nie widział.

Trochę więcej o samym Po, bo jest to naprawdę ciekawa postać. Taki bohater naszych czasów. Niezdarny, nieodpowiedzialny, w gorącej wodzie kąpany i w gruncie rzeczy – zupełnie zwyczajny. Nie ma specjalnych mocy, popełnia mnóstwo błędów i jest ponad przeciętnie lekkomyślny. Dlaczego więc warto śledzić losy tej postaci? Ponieważ pomimo całej swej przeciętności Po ma jedną cechę, której bardzo brakuje większości ludzi – nie poddaje się. A jeśli nawet upada, to podnosi się silniejszy i nawet ździebko mądrzejszy.

Kung Fu Panda

Po po raz drugi

Pierwsza część, w której właściwie głównie poznajemy możliwości naszego bohatera, nie kupiła mnie. Znaczy jak najbardziej obejrzałam ją z przyjemnością, ale nie trafiła do repertuaru filmów, które chętnie sobie odświeżam. Mimo to części drugiej byłam bardzo ciekawa. Jak się możecie domyslić po tym artykule – od tamtej pory oglądam ją regularnie kilka razy do roku.

Zrobić sequel lepszy od oryginału to prawdziwa sztuka. Bogu dzięki scenarzyści odpuścili sobie powielanie sprawdzonych gagów z pierwszej części (co z filmu na film  staje się coraz bardziej męczące, jak choćby w “Shreku”), za to wykorzystali potencjał, który dała im już gotowa i lubiana postać. Druga część jest zabawniejsza, lekko parodystyczna, ale i… głębsza.

Kung Fu Panda Shen

Shen i jego przeznaczenie

Główny czarny charakter tej części – Lord Shen, to moim zdaniem jedna z najciekawszych postaci nie tylko tej serii, ale i filmów animowanych w ogóle. Pawi książę, naznaczony fatalnym przeznaczeniem, który im bardziej chce mu zapobiec, tym bardziej ku niemu zmierza. Postać tragiczna i… piękna. I to w sensie tak umysłowym, jak i fizycznym. Warto obejrzeć choćby sceny walki z jego udziałem, które przypominają wręcz balet. Ciężko określić Shena jako postać jednoznacznie złą, bo przez cały film oglądamy jego walkę z samym sobą i własnym losem. Mistrzowski dubbing Krzysztofa Dracza włożył w tę postać wachlarz emocji, który bardzo daje odczuć, że pod chęcią zemsty i dążeniem do władzy absolutnej kryje się… złamane serce.  

Kontrast pomiędzy fajtłapowatym pandą z gminu a arystokratycznym pawiem, esencją gracji i wdzięku nie mógłby być większy. A jednak cały myk w tym, że kiedy los pierwszy raz ich ze soba zetknął, naznaczył oboje. I tak naprawdę obaj toczą tę samą walkę. Czy istnieje jakiś sposób, żeby wyjść z niej zwycięsko? Czy w ogóle jest sens walczyć z własnym przeznaczeniem?

Kung Fu Panda Po

Mocarność według Po

Jak widać, kiedy zerkniemy pod animowaną powłoczkę, jest to całkiem poważny film. Jakim więc cudem twórcom udało się upchnąć tak ciężką tematykę w tak lekkiej formie? To jest właśnie dokładnie to, co wyróżnia serię o Smoczym Wojowniku spomiędzy innych tego typu produkcji – zdrowy, zdystansowany humor. Patos został tu potraktowany tak, jak powinien – z bardzo dużym przymrużeniem oka. Po z wielkim talentem psuje wszystkie wzniosłe sceny, przekręca wielkie słowa. Wszystkie gagi wychodzą przy tym niezwykle naturalnie. Nie ma tu nic wysilonego, nic nie na miejscu. A i równowaga pomiędzy scenami poważnymi a zabawnymi jest perfekcyjna.

Kung Fu Panda 2

Jestem na tak

Dlaczego zakochałam się w tym filmie? Świetny scenariusz, niebanalny humor, piękna realizacja. Do tego fenomenalna muzyka, której potrafię słuchać tygodniami non stop. Oraz Shen, który ma specjalne miejsce w moim serduszku. I choć kolejna, trzecia część, nie przeskoczyła nad wysoko podniesioną poprzeczką, to jednak już zupełnie inaczej patrzę na losy Smoczego Wojownika i z niecerpliwością wyczekuję kontynuacji.

Nawigacja wpisu

← Recenzja: Clive Barker „Sakrament”
Między nami rękodzielnikami: Galeria Mystica →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

  • Recenzja: Stanisław Lem „Opowieści o pilocie Pirxie”
  • Recenzja: Marion Zimmer Bradley „Mgły Avalonu”
  • Recenzja: Rodzina Addamsów (2019)
  • Między nami rękodzielnikami: Klaudia Goleń
  • Pasja szperania: starocie z żarskiego targu

Archiwa

  • wrzesień 2023
  • marzec 2022
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • listopad 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020

Kategorie

  • Filmy
  • Halloween
  • Książki
  • Między nami rękodzielnikami
  • Pasja szperania
  • Recenzje
  • Starocie

© 2026 Pracownia literacko-artystyczna "Herbatka u Heleny" | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme